Tu podaj tekst alternatywny

Wysokość czy szerokość?

Lepiej jest odkrywać genealogię wyłącznie swoich bezpośrednich przodków, czy także linii bocznych? Dzisiaj spróbuje odpowiedzieć na to pytanie. :)
Na pierwszy plan wezmę poszukiwania samych przodków. Na pewno największym atutem takich badań jest to, że można "dojść" dużo dalej w swojej genealogii, ponieważ nie tracimy czasu na szukanie innych krewnych. Jednak z drugiej strony często zdarza się że nasz przodek urodził się w innej wsi niż zawierał ślub. Wtedy, znając imiona rodziców, możemy poszukać aktu urodzenia jego rodzeństwa - co często daje efekt. Dzięki temu możemy ruszyć na przód, a raczej w tył z genealogią. Kolejnym plusem poszukiwania samych przodków jest to, że można poświęcić im więcej czasu. Chodzi mi tutaj o dokładne prześledzenie, od A do Z życia naszego przodka. Ja osobiście najbardziej cenie tego typu poszukiwania. Bo co z tego, że ktoś może pochwalić się swoimi przodkami z XII wieku, skoro nic o nich nie wie? Zna tylko daty i nic więcej. Czasami wydawałoby się, że osoba która ma swojego najdalszego przodka w XIX wieku ma o nich małą wiedzę. Tylko, że taki genealog mógł właśnie prześledzić życie każdego ze swoich przodków bardzo dokładnie. Jednak nie będę tu pisał jaka genealogia jest dobra, a jaka zła :)
Myślę, że dużą zaletą poszukiwania krewnych naszych przodków jest to że można znaleźć pokrewieństwo między naszymi, stosunkowo, odległymi przodkami. Przykładowo przodek po mieczu może być kuzynem przodka po kądzieli. Wtedy, w dalszym pokoleniu, będziemy mieli do czynienia, z tzw. ubytkiem przodków :). 
Często dzięki dalekiemu szukaniu w bocznych liniach można odnaleźć powinowactwo, czy pokrewieństwo z kolegami lub koleżankami " po fachu".  Co na pewno jest miłą niespodzianką.
Jeśli komuś zależy wyłącznie na liczbie osób w swoim drzewie genealogicznym to na pewno dobrym wyborem jest szukanie w bocznych gałęziach rodziny. Lecz takie coś uważam za kompletny idiotyzm. Oczywiście nie chcę tu nikogo obrażać, ani krytykować jego pracy. Ma to przecież także swoje plusy.
Reasumując. Najlepiej znaleźć umiar między jednym a drugim. Osobiście rozwijam genealogię krewnych, ale już nie spowinowaconych. Dla mnie jest to już zbyt odległa rodzina. 
A Wy jakie macie doświadczenia i odczucia?


P.S Pisałem już na facebooku, ale nie każdy ma konto na tym portalu :) Otóż wymyśliłem sobie że przy okazji  ważnej, czy też mniej ważnej rocznicy jakiegoś wydarzenia będę tworzył krótkie 5-7 minutowe filmiki i wstawiał je na YouTube. Pierwszy z nich pojawi się już 3 maja, chyba wiadomo z jakiej okazji :) Zapraszam do oglądnięcia mojego intro, które będzie poprzedzało każdy film. Czy podoba Wam się taki pomysł?
Intro - YouTube
Czy masz jakiekolwiek informacje na tematy powyższego posta?Poszukujesz przodków i krewnych w tych samych miejscowościach? A może dopiero zaczynasz przygodę z genealogią? Napisz : czarprzodkow@gmail.com
 

4 komentarze:

  1. A ja wdepnąłem nie tylko w linie boczne, ale i spowinowacone, dzięki temu odkrywam kto z kim... i wychodzi niemal jak w Dynastii lub Modzie na sukces ;) Często dopiero w metrykach rodzeństwa odnajduję inne nazwisko lub inne imię, które post factum okazuje się kluczem do odnalezienia wcześniejszej metryki, np. ślubu, poprzez którą mogę szukać dalej... Podsumowując, najszybciej znaleźć można przodków pomijając ich rodzeństwo, ale gdy możliwości się kończą, warto szukać w bok, dzięki temu czasem można z powrotem dokopać się wstecz do jeszcze dalszych przodków.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to poruszyłeś czuły temat, głębokość czy szerokość?
    Osobiście nie przywiązuje do tego takiej uwagi z kilku powodów. Mianowicie czasem relacje w żyjącej rodzinie są bardziej zażyłe z linią boczną niż bezpośrednią i dlatego mnie szczególnie interesują (choćby badając przyczynę takiego stanu rzeczy).
    Inną przyczyną, dlaczego badam linie boczne są właśnie okoliczności o których wspomniałeś, tzn. nie mogłem odnaleźć informacji o bezpośrednich przodkach, na podstawie mojej bezpośredniej linii, a udało się to tylko i wyłącznie po ustaleniu linii bocznej, bo przodkowie byli mobilni. Gdzie indziej się rodzili, gdzie indziej zamieszkiwali i brali ślub, a jeszcze gdzie indziej rodziły im się dzieci i umierali. Zresztą, to wszystko jest bardziej skomplikowane niż wydawało by się na pierwszy rzut oka czyli wywód lub drzewo.
    Ostatnim aspektem jest fakt, że na pewnym etapie, angażując się w genealogię, możemy badać nie tylko korzenie naszej rodziny ale także osób przypadkowych odkrytych o ciekawym nazwisku i pochodzeniu, ciekawych historycznie postaci, licząc ewentualnie na odnalezienie ciekawych powiązań, nie koniecznie z moją rodziną.
    Tak więc nieistotne jest czy wgłąb czy wszerz byle by nas to bawiło. W końcu genealogia w większościowym wydaniu to hobby, pasja a nie naukowe podejście. Takiego bym wymagał od osób biorących za to grube pieniądze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Badanie linii bocznych może okazać się bardzo interesujące.
    Otóż w każdej chyba rodzinie znajdują się tzw "czarne owce".
    Kiedy śledzimy losy swojej rodziny i okazuje się,że nic takiego szczególnego się w jej historii nie wydarzyło to dochodząc do tych "czarnych owieczek" dopiero odczuwamy dreszcz emocji bo oto okazuje się,że jednak sporo ciekawego się wydarzyło.Bywa tak,że rodzina nie chce o tym mówić bywa też tak ,ze nawet nie wie,że ma tak ciekawa postać w swoim drzewie
    Pozdrawiam
    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  4. W poszukiwaniu swoich przodków - czyli w wywodzie przodków - nie ma czegoś takiego jak "linie boczne". Tablica przodków przestaje być tablicą przodków, jesli zaczynamy dodawać do niej osoby, które nimi nie są. istnieje coś takiego jak rozszerzona tablica przodków. Wtedy oprócz przodków, umieszczamy też ich rodzeństwo.
    Linie boczne mają rację bytu tylko i wyłącznie w tablicy potomków - czyli drzewie genealogicznym lub jego skróconej wersji - rodowodzie. Tam, to pojęcie jest uzasadnione.
    I jeszcze jedna uwaga. Genealogia, to nauka. Pojecia w niej używane mają pomagać nam porozumiewać się między sobą, by łatwiej było się nawzajem rozumieć. To, czym jest tablica przodków, tablica potomków czy też linia boczna, ustalono już dawno i lepiej się tego trzymac. Jeśli umieszcza się na jednym wykresie kilka spowinowaconych i skoligaconych rodzin, to nie jest to już ani tablica przodków, ani tablica potomków. Można to nazwać wykresem powiązań rodzinnych czy jak kto chce.

    OdpowiedzUsuń

Liczba wyświetleń

Obserwatorzy