Tu podaj tekst alternatywny

Pradziadku! Gdzie jesteś?

Dzieci jadące w kibitkach do piekła , na Syberię.
Dzisiejszy post będzie poświęcony mojemu nazbyt tajemniczemu pradziadkowi o imieniu Andrzej. Cała historia, a raczej ciąg wielu, wielu niejasności oraz znaków zapytania, zaczyna się około roku 1873. Wtedy, według relacji cioci, miałby się urodzić owy pradziadek. Nie ma ani podanego miejsca narodzin, ani bardziej konkretnej daty. Babcia wspominała tylko, że jej ojciec był o 20 lat starszy od jej matki, czyli mojej prababci. Jako, że prababcia urodziła się w 1893 - 1892 roku, to pradziadek urodził się ok. roku 1873. Gdzie mógł się urodzić Andrzej? Ano pewnie w szeroko rozumianej Россия. Pradziadek narodziłby się w czasie podpisania Sojuszu Trzech Cesarzy, czyli paktu pomiędzy Imperium Rosyjskim, Cesarstwem Niemieckim oraz Austro-Węgrami. Około roku 1900, może trochę wcześniej, Andrzej poślubił Annę z Hryćkiewiczów, z którą to miał około roku 1905 syna Andrzeja. W tym samym roku, a raczej w okolicach tej daty Andrzej miał być zesłany na Sybir razem z rodziną. Jako, że Andrzej był podobno przeciw władzy jak i carskiej tak i leninowskiej  i stalinowskiej to być może został zesłany na Syberię za branie udziału w rewolucji w 1905 roku? Ciężko jest znaleźć jakiekolwiek listy wysyłanych ludzi na roboty, dlatego jak to potwierdzić? Po 5 latach, dokładnie 30 sierpnia 1910 roku, w Archangielsku urodził się drugi syn Andrzeja i Anny - Wiktor. Miejsce narodzin Wiktora może potwierdzać to, że Andrzej był przez jakiś czas na Syberii. Ale czy został zwolniony z obozu, czy może uciekł wraz z rodziną...? W roku 1913 rodzice z dwójką synów znajdowali się już w Pińsku. Tu bowiem 22 maja rodzi się  ostatnie dziecko Andrzeja i Anny - Helena. I co teraz? Prawie 14 letnia pustka. Nie wiem co działo się między rokiem 1913 a 1927. Czy Andrzej mieszkał z rodziną, czy gdzieś "zwiał", czy został zesłany w głąb Rosji? Według opowiadań babci i prababci Andrzej był nauczycielem. Ale gdzie i czego uczył? W Pińsku w pobliskiej rzece łowił ryby, ale czy było to zajęcie zarobkowe, czy może tylko hobby - tego nie wiem. Przed rokiem 1927 Andrzej poznał mą prababcie - Zofię z Kamińskich. Co stało się z Anną? Zmarła? Zostawił ją z dziećmi? Kolejne pytania zostające jak na razie bez odpowiedzi. W każdym bądź razie w 1927 roku rodzi się czwarte dziecko Andrzeja,a pierwsze Zofii  - Stanisława. Dwa lata później na świat przychodzi Janina. Według metryki zgonu Janina urodziła się rok później, także jest błąd w dacie dziennej urodzenia! W dokumentach obozowych widnieją 4(sic!) różne daty narodzin. W przypadku dwóch pozostałych sióstr jest podobnie. Ostatnią córką urodzoną według dokumentów niemieckich w roku 1930, a według metryki zgonu w roku 1931 jest moja babcia - Czesława. Babcia i prababcia często wspominały Wiktora, przyrodniego brata prababci. Mówiły o nim jako o sierżancie i o dziwo miały rację! Nie znając się na stopniach wojskowych, mimo tylu lat pamiętały! Potwierdzają to obozowe dokumenty ze Stalagu, które mówią o Wiktorze jako o "Feldwebel", czyli niemieckim odpowiedniku sierżanta. Pierwszy syn Andrzeja przebywał w Lubece. W 1947 roku powrócił do kraju z zamiarem emigracji do Kanady. W tym roku nastąpiło pierwsze i ostatnie spotkanie po upadku III Rzeszy Niemieckiej spotkanie braci Wiktora i Andrzeja. Według informacji z PCK Andrzej nigdy nie dotarł do Kanady. A może wcale nie wyjechał tak daleko, a 'rzuciło' go nieco bliżej? 
W 1943 roku prababcia wraz z córkami została zesłana na przymusowe roboty do Niemiec. Jako, że babcia miała już 13 lat to powinna pamiętać swojego ojca, ale ... nie pamiętała! Najwidoczniej Andrzej musiał albo uciec od rodziny, albo zginąć krótko po narodzinach babci. Ale dlaczego prababcia nic nie chciała mówić o swoim mężu? Cały czas mówiły o Wiktorze. Były wręcz pewne że zginął albo w Katyniu albo na wojnie. Tymczasem po wojnie mieszkali w jednym mieście, szukali się, a żaden, za przeproszeniem, zasrany urzędnik, nie potrafił skojarzyć tak rzadkich nazwisk. Przepraszam za słowa, ale szlag mnie trafia, że tyle lat się szukali, a nigdy się nie znaleźli przez nieudolność urzędasów. Wiktor zmarł w 2007, babcia w 2002. W 2002 roku minęło ponad 60 lat od zakończenia wojny, a oni nigdy się nie znaleźli. Co bym dał aby babcia i Wiktor jeszcze żyli, żeby się spotkali, po tylu latach ... Mam jednak nadzieję, że babcia gdzieś z góry spogląda na mnie i mi kibicuje w moich poszukiwaniach pradziadka Andrzeja...

Btw. Jak podoba Wam się nowy layout strony?
Czy masz jakiekolwiek informacje na tematy powyższego posta?Poszukujesz przodków i krewnych w tych samych miejscowościach? A może dopiero zaczynasz przygodę z genealogią? Napisz : czarprzodkow@gmail.com
 

5 komentarze:

  1. Myślę, że nagłówki po bokach wyglądałyby lepiej w odcieniach tła (tzn. szaro-czarne), poza tym zmiana na plus;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli też problem z Andrzejem :(. Mój prapradziadek prawdopodobnie się odnalazł tzn jego urodzenie ale nic poza tym. Moje założenia co do daty były inne a miejsca nie znałam wcale i to tylko przypadek sprawił że prawdopodobnie go odnalazłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba tkwi jakieś fatum nad Andrzejami :( Losów syna pradziadka - Andrzeja - też jak widać do końca nie udało mi się ustalić.

      Usuń
  3. Mój pradziadek - Andrzej - wyemigrował do USA i ślad zaginął.

    OdpowiedzUsuń

Liczba wyświetleń

Obserwatorzy