Tu podaj tekst alternatywny

Ubytek przodków?

Dzisiaj chciałbym opisać jeden z ciekawych przypadków w genealogii, który być może wystąpi także w mojej rodzinie. Temat ten znacząco powiązany jest z tzw. paradoksem przodków. Jak wiadomo każdy z nas ma dwóch rodziców, chociaż w przyszłości - niestety - może się to zmienić... Nasi przodkowie, żyli jeszcze w miarę normalnym świecie i każdy z nich musiał mieć tatusia i mamusię. Nie zawsze ten pierwszy był znany, ale raczej przy poczęciu był niezbędny :) Jeśli więc mamy dwóch rodziców. Ojciec i matka mają także swoich rodziców, czyli naszych dziadków - liczba się już podwaja. Dziadkowie mają swoich rodziców, pradziadkowie swoich, prapradziadkowie swoich ... i można tak w nieskończoność. 
Łatwo więc obliczyć ile w każdym pokoleniu - teoretycznie - mamy przodków.

probant : 20 = 1
rodzice : 21 = 2
dziadkowie : 22 = 4
pradziadkowie :23= 8
prapradziadkowie : 24= 16
praprapradziadkowie: 25= 32
prapraprapradziadkowie : 26= 64
praprapraprapradziadkowie : 27= 128
praprapraprapradziadkowie : 28= 256
praprapraprapradziadkowie : 29= 512
20xpradziadkowie : 220 = 1 048 576
40xpradziadkowie :240 = 1 099 511 627 776 (!), 

Przy czterdziestym pokoleniu jest to już ponad BILION przodków i to od jednej osoby. Gdyby pomnożyć tę liczbę przez 7 mld ludzi żyjących na świecie to osiągnęlibyśmy niewiarygodnie wysokie liczby. 
Oczywiście nie każde pokolenie, patrząc w linii poziomej, rodzi się w tych samych latach. Ba! Czasami są to różnice nawet 50 czy 80 lat. U mnie rekordem jest dokładnie 51 lat - 1748 i 1799 rok. Co ciekawe pradziadek, który jest potomkiem osoby urodzonej w 1748 roku jest o 10 lat młodszy od pradziadka, którego przodek urodzony jest w 1799. Niemniej średnia na każde pokolenie to 25-30 lat. Zdarzają się także różnice w jednym pokoleniu sięgające 16 czy nawet 14 lat. Za datę urodzenia probanta przyjmijmy rok 1970, a za umowną różnicę w pokoleniach 30 lat.

probant : 20 = 1970 r.
rodzice : 21 =1940 r.
dziadkowie : 22 = 1910 r.
pradziadkowie :23 = 1880 r.
prapradziadkowie : 24=  1850 r.
praprapradziadkowie: 25=  1820 r.
prapraprapradziadkowie : 26=  1790 r.
praprapraprapradziadkowie : 27= 1760 r.
praprapraprapradziadkowie : 28=1730 r.
praprapraprapradziadkowie : 29=1700 r.
20xpradziadkowie : 220 = 1 048 576 = 1370 r.
40xpradziadkowie :240 = 1 099 511 627 776 = 770 r.

Teoretycznie w 40 pokoleniu, czyli przyjmując średnio w VIII wieku, KAŻDY z nas powinien mieć na okrągło 1 bln przodków.  Na świecie żyło wówczas ok. 350 mln osób. Czyli nawet dla jednej osoby na świecie 'nie starczyłoby' przodków. Gdyby tak miało być, z punktu matematycznego, to liczba ludności na świecie musiałaby z roku na rok spadać zamiast rosnąć. To jest właśnie jedna z rzeczy, która przewyższa genealogię tudzież historię nad matematyką :) 
Więc w którymś pokoleniu musiał nastąpić tzw. ubytek przodków. Czyli dwie spokrewnione ze sobą osoby zawarły ślub. Nie chodzi mi o małżeństwo brata z siostrą czy matki z synem - niczym Edyp. Ale przykładowo o małżeństwo kuzynów w 3. stopniu. Ludzie Ci często sami nie wiedzieli, że są rodziną. Szczególnie dotyczy się to małych wsi gdzie każdy z każdym był spokrewniony. Wiadomo, że w miastach była większa migracja ludzi. Podobne rzeczy działy się również w rodzinach królewskich, magnackich czy szlacheckich. Dla dobra rodziny zawsze wybierany był ktoś albo spokrewniony, albo z zaprzyjaźnionej rodziny. Nie wspominam tu o rodzinach królewskich, gdzie dochodziło do małżeństw miedzy bliższymi krewnymi. 
Zapewniam więc, że NIKT - przykładowo - w 13 pokoleniu miał 65 536 RÓŻNYCH bezpośrednich przodków. Czasami już na poziomie prapradziadków zdarza się ubytek przodków. Z jednej strony dobrze, bo mniej szukania, ale z drugiej źle, bo jak liczyć tychże przodków? Normalnie, tak jakby byli różni, czy każdego liczyć osobno?
Oczywiście należy też mieć na uwadze ubytek potomków. Bo jeśli para spokrewnionych ze sobą osób ma dzieci, to jest tych potomków mniej, niżbyśmy oczekiwali.
W moim drzewie genealogicznym pewne są co najmniej trzy możliwości wzajemnego pokrewieństwa mych przodków. W dwóch aktach ślubu widnieje dyspensa, że małżonkowie spokrewnieni są w 3. stopniu. Wiadomo więc, że są spokrewnieni w linii bocznej. Jak na razie nie udało mi się jeszcze ustalić jak dokładnie są spokrewnieni. Z kolei trzecia możliwość pokrewieństwa przodków nie ma jak na razie potwierdzenia na papierze w formie dyspensy, ale jest coś innego...
Po pierwsze to samo nazwisko, bądź co bądź bardzo znane we wsi. Fakt drugi - urodzeni byli w tym samym domu. Najbardziej prawdopodobną wersją jest ta, że Michał i Tomasz Laszczkowie, czyli ojcowie moich dwóch przodków, są braćmi. Data urodzenia Michała jest mi znana, tak samo jak jego rodzice. Natomiast rodzice Tomasza stoją po znakiem zapytania. Albo jego rodzice nazywali się tak samo jak rodzice Michała, urodzony w tym samym domu co Michał albo ... jego rodzice nazywali się inaczej urodzony ... w tym samym(sic!) domu co Michał i 'pierwszy Tomasz'. Michał i Tomasz albo byli braćmi albo kuzynami innej opcji nie widzę. W każdym bądź razie jestem 'skazany' na ubytek przodków, jak każdy z nas zresztą :)
A wy macie przypadki ubytku swoich przodków? Piszcie ! :)
Czy masz jakiekolwiek informacje na tematy powyższego posta?Poszukujesz przodków i krewnych w tych samych miejscowościach? A może dopiero zaczynasz przygodę z genealogią? Napisz : czarprzodkow@gmail.com
 

2 komentarze:

  1. Moi rodzice są kuzynami w 3 linii, tak więc mam wspólnych 3xpradziadków
    Bartek

    OdpowiedzUsuń
  2. W powyższych rozważaniach nie uwzględniono dzietności w dawnych, ale i niedawnych czasach. Jeśli uwzględni się, że 10, 15, a nawet więcej osób ma tych samych rodziców, i też tych samych następnych przodków, liczby przodków po kilku pokoleniach nie będą tak wielkie.

    OdpowiedzUsuń

Liczba wyświetleń

Obserwatorzy