Tu podaj tekst alternatywny

Druga rocznica założenia bloga!

Dokładnie dzisiaj mija drugi rok od kiedy blog Czar Naszych Przodków istnieje w sieci. Przez te 17 544 godzin udało się opublikować 105 postów i każdy z nich cieszył się dużą popularnością. Szczególnie posty napisane od połowy poprzedniego roku po dziś dzień. Przez dwa lata blog został wyświetlony 37 522 razy(stan na godz. 21.25), co daje średnio 50 wyświetleń na dzień. Mało, malutko, ale średnią bardzo zaniża pierwszy rok funkcjonowania bloga. Od pewnego czasu blog dziennie wyświetlany jest przynajmniej 100-110 razy, w porywach do 180 - zależy, czy w ten dzień ukazał się nowy post, czy nie. W zeszłym roku blog zmienił dwa razy dizajn i layout - pierwszy był niefajny, drugi okropny, ale ten mi się podoba i nie mam zamiaru zmieniać. A jak wam się widzi wygląd bloga? 
Największą popularność cieszył się post Nieznane fakty z życia Hitlera z 1840 wyświetleniami, post Najmniej znany język to... z 1253 wyświetleniami i notka Ubytek przodków? z 694 wywołaniami. Zauważyłem, że większą oglądalność mają posty bardziej ogólne, niż stricte genealogiczne. Pewnie dlatego, że takie tematy są ciekawsze dla większej grupy czytelników - nie tylko dla genealogów, czy historyków. Dlatego od jakiegoś czasu staram się wprowadzać tematy ogólne, które poruszają  w dalszej części zagadnienia bardziej szczegółowe, także na przykładzie mojej rodziny. A więc - wilk syty i owca cała. Najczęściej użytkownicy trafiali na bloga Czar Naszych Przodków poprzez wyszukiwarkę google, łącznie prawie 8000 razy, nieco ponad 4000  osób trafiło tutaj ze strony wykop.pl, 2500 tyś z forum genealodzy.pl, a niecałe 1900 z innego forum genealogicznego forgen.pl. Oczywiście najwięcej czytelników, którzy czytali mój blog było z Polski(ponad 30 000), następnie Stany Zjednoczone (1600), Niemcy(1000), Wielka Brytania(729).  Nie wiem na ile te statystyki są poprawne, dlatego od kilku tygodni założyłem dla bloga googlowskie statystyki, które z pewnością są bardziej profesjonalne. 


Ilość wyświetleń bloga w poszczególnych miesiącach

Na fejsbukowy fanpegu Czar Przodków udało się zgromadzić ponad 400 fanów! Za co bardzo, bardzo dziękuje! :) Na fanpegu udało się także przeprowadzić mały konkurs, w którym do wygrania były historyczne książki. Obecnie staram się, aby konkurs powrócił, jak będę coś wiedział napiszę również o tym na blogu. 
Postawiłem sobie także za cel, aby każdego siódmego dnia miesiąca ukazywał się jeden wywiad z genealogiem - amatorem, mam nadzieję, że znajdą się jacyś chętni. Drugim celem jest osiągnięcie coraz lepszych wyników wyświetleń bloga, myślę, że te cztery tysiące miesięcznie byłoby wynikiem zadowalającym. Od pewnego czasu widzę, że blog się 'rozkręcił' i coraz więcej osób go czyta. Oby tak dalej!
A co wam się podoba, nie podoba i co byście zmienili w blogu? Piszcie! :)
 

Genealogia chłopska - jak, gdzie i którędy.

Praktycznie każdy Polak posiada wśród swych przodków chociażby jedno odgałęzienie chłopskich antenatów. Wynika to z faktu, iż warstwa chłopska zawsze stanowiła ok. 95 proc. społeczności polskiej, wliczając w to mieszczaństwo. Jest to niekiedy niesprawiedliwe, że wrzucamy do jednego worka i mieszczan, i chłopów, bo to często mieszczanie byli bogatsi od szlachty zaściankowej czy gołoty. Jedynie brak herbu uniemożliwiał społeczności mieszczańskiej 'wskoczenie' do wyższej warstwy społecznej. Znane są przecież przypadki, że szlachcice pożyczali niewielkie sumy od bogatszych łyczków. 
Genealogia chłopska o tyle jest utrudniona, że przeciętny, czy nawet ponadprzeciętny chłop nie pozostawiał po sobie żadnych testamentów, listów czy pamiętników. Z racji ich analfabetyzmu było to po prostu nie możliwe. Oczywiście zdarzają się przypadki, że bogatsi chłopi spisywali pamiętniki, czy nawet testamenty, jednak potomkowie ów chłopa nie zawsze musieli to docenić i w wyniku wojennych zawieruch wszystko poginęło. Całkiem inaczej sprawa ma się u szlachty, czy bogatszych mieszczan - testamenty, listy, pamiętniki, zdjęcia portrety - wszystko to mogło spokojnie przetrwać do czasów dzisiejszych. Nierzadko przodkowie - szlachcice w swojej spuściźnie pozostawiali stworzone przez siebie wykresy genealogiczne, które są prawdziwym skarbem. Wśród społeczeństwo chłopskiego o taki rarytas ciężko, a nawet bardzo ciężko. Jednym z przypadków zachowania skromnego rozrysowania koligacji rodzinnych może być dyspensa, którą ksiądz udzielał przy ślubie krewnych. Najczęstszą szansą przetrwania tradycji rodzinnych i pamięci o poprzednich pokoleniach wśród ludności wiejskiej były opowieści przekazywane przez dziadków wnukom, przez rodziców dzieciom. Jednak taki stan rzeczy zależał od dwóch rzeczy : na ile rodzina była zainteresowana rodzinnymi powiastkami i pielęgnowaniu rodzinnych tradycji oraz wiek życia członków rodziny; kiedy rodzice umarli wcześnie, jeszcze w wieku dorastania dzieci, nie mogli oni przekazać swojej wiedzy następnym pokoleniom. 
Wśród rodzinnych legend często krążą opowieści 'o bogatym szlachcicu, który wyprzedał swój majątek' - nierzadko okazują się one nieprawdą, bo nasi przodkowie chcieli 'udostojnić' z kolei swoich przodków. Nie warto ślepo ufać takim opowiadaniom - zawsze trzeba je sprawdzić i potwierdzić, a nie opowiadać wokół, że miało się wśród przodków szlachcica. Myślę jednak, że prawdziwi  genealodzy - amatorzy zawsze będą dochodzić prawdy, a nie na siłę uszlachetniać swoją rodzinie - nie wiedzieć w jakim celu. 
Podstawowym źródłem chłopskiej genealogii są wszelakie dokumenty znajdujące się w naszych domu. Oczywiście podczas wojny w latach 1939-1945, czy nawet wcześniej 1914-1918, wiele rodzinnych papierów mogło zostać zagubionych lub zniszczonych - czy to przez nieprzyjaciela, czy przez naszą rodzinę. Po zakończonej wojnie ludzie często niszczyli wojenne dokumenty, aby jak najszybciej zapomnieć o tym smutnym rozdziale w życiu wielu polskich rodzin. Znany mi jest także przypadek, że w rodzinie mojego krewnego, którzy są dla mnie powinowatymi, jedna z jego krewnych sprzedawała dom swoich przodków w Czechach. Wiedziała o tym, że w rodzinie jest osoba zajmująca się historią przodków, ale nie bacząc na uwagę spaliła wszystkie rodzinne dokumenty, zdjęcia, listy. Jak sama mówiła "ognisko paliło się trzy dni"... 
Drugim podstawowym źródłem dla badań historii przodków - chłopów są wszystkie dokumenty znajdujące się w Archiwach Państwowych i Urzędach Stanu Cywilnego. Należy pamiętać, aby w miarę możliwości z USC prosić zawsze o kopię metryki, a nie jej odpis. Odpis nie będzie zawierał dodatkowych informacji, które mogą znajdować się w akcie. Osoby, które zawierały związki małżeńskie w czasie okupacji musiały zebrać sporo dokumentów, aby udowodnić swoje pochodzenie. W czasie wojny rozdzieleni małżonkowie słali sobie także listy, czy zdjęcia, które robione były na specjalną okazję lub z nakazów okupanta. Warto zwrócić również uwagę na książeczki wojskowe, świadectwa szkolne, akty notarialne, dowody tożsamości lub paszporty.
Podstawowymi instytucjami, w których znaleźć możemy trzy podstawowe metryki z okresu życia naszych przodków(metryki chrztu, ślubu i zgonu) są : Archiwa Państwowa, Urzędy Stanu Cywilnego, kancelarie parafialne, archiwa (archi)diecezjalne.
W zaborze austriackim przez całe dziewiętnaste stulecie metryki prowadzone były w języku łacińskim, były one zarazem księgami religijnymi jak i cywilnymi aktami stanu cywilnego.  Z kolei  w zaborze pruskim podobnie jak w austriackim akta kościelne miały moc dokumentu państwowego. Dopiero od 1874 roku zostały spisywane odrębne metryki USC pisane po języku niemieckim, a do 1919 dokumenty kościelne pisane były po łacinie. Z kolei w Księstwie Warszawskim po wprowadzeniu Kodeksu Napoleona w 1808 roku zostały utworzone Urzędy Stanu Cywilnego z lekkimi zmianami 18 lat później podczas tworzenia Królestwa Polskiego. Dokumenty państwowe w latach 1808 - 1867 prowadzone były w języku polskim, jednak po upadku Powstania Styczniowego zaborca postanowił rusyfikować społeczeństwo polskie i wprowadził nakaz zapisywania dokumentów w języku rosyjskim. Często można spotkać, że księga w połowie zapisana jest po polsku, a w połowie po rosyjsku. Księża mogli zapisywać akta także w języku polskim, ale podwójne księgi są niezwykłą rzadkością. Wówczas w latach 1868-1915 metryki rosyjskie posiadały podwójne datowanie, tj. według kalendarza gregoriańskiego i juliańskiego. Różnica między datami wynosiła 12 dni. 
Bardzo pomocne w wyjaśnianiu powiązań między poszczególnymi mieszkańcami wsi jest ustalenie pokrewieństwa lub powinowactwa świadków, chrzestnych wobec osób występujących w metryce. Często przy ślubach zdarza się, że jeden świadek pochodził z rodziny pana młodego, a drugi z rodziny panny młodej. 
Dzieciom chłopskim nadawano przeważnie jedno imię, rzadko dwa lub więcej. Jedynie wśród bogatszych chłopów, np. kolonistów niemieckich, dzieci dostawały dwa imiona. Nieco inaczej było na ziemiach dzisiejszych Czech, gdzie dwa imiona było normą, nie mówiąc o trzech, a czasami czterech. W następnych, już 'polskich' pokoleniach taka sytuacja była powtarzana, szczególnie wśród dziewczynek. 
Najwięcej informacji o naszych przodkach przynoszą nam metryki ślubów, w których znajdziemy imiona, nazwiska, zawody, miejsce zamieszkanie, wiek małżonków. Można w nich znaleźć również dane rodziców pana młodego i panny młodej, jeśli zawierają drugi związek małżeńskim dane o poprzednim partnerze. Związek małżeński zawierany był głównie w parafii panny młodej, ale nie zawsze było to przestrzegane, w szczególności kiedy parafia ta leżała setki kilometrów od obecnego miejsca zamieszkania. 
Metryki zgonu są dokumentami, które najtrudniej jest znaleźć. Nie wiadomo kiedy zmarła osoba, więc do przeszukania zwykle jest od kilku do kilkunastu, czy nawet kilkudziesięciu lat. Zawsze należy szukać od daty narodzin ostatniego dziecka w przód. Warto sprawdzić, czy w metrykach potomków osoba ta nie występuje jako świadek, chrzestny - wtedy możemy ograniczyć nasz zakres lat, w którym zmarła osoba. W przypadku kobiet, jeśli mąż zmarł wcześniej, należy sprawdzić czy nie zawarła po raz drugi małżeństwa - wtedy należy szukać aktu zgonu pod nazwiskiem kolejnego partnera. 
Spośród źródeł XIX - wiecznych w konstruowaniu genealogii chłopskiej warto sprawdzić spisy ludności stałej, rzadko akta notarialne. Dla okresu wcześniejszego są to głównie metryki kościelne - o ile się zachowały i były w ogóle prowadzone. Na pewno dużym ułatwieniem jest 'ciągłość metrykalna', czyli przynależność przodków do jednej parafii. Czasami księża nie pisali skąd pochodzi bliżej nieokreślony 'przybysz', czy 'kolonista'. To hamuje nasze dalsze badania genealogiczne, bo nie wiemy gdzie nasz przodek wcześniej mieszkał. 
Warto pamiętać, że badania genealogiczne dla prawdziwego genealoga nigdy się kończą. Ustalenie choćby samego wywodu przodków nierzadko zajmuje kilka lub kilkanaście lat - nawet przy intensywnych poszukiwaniach. Tak więc nigdy na siłę nie uszlachetniajcie swoich przodków, a dowiedźcie prawdy, chociażby miała być ona smutna lub okrutna.
 

Bój z cyrylicą .

Kiedy początkiem lutego FamilySearch postanowiło udostępnić wszystkie skany z łódzkich i często-chowskich(katowickich) parafii zacząłem szukać tego czego nie mogłem wcześniej. Wpierw chciałem odszukać akt ślubu moich pradziadków w czwartym pokoleniu - Antoniego Czerwik alias Czyrwik oraz Salomei Sowy alias Sowińskiej alias Sławińskiej 1. voto Sadowskiej. Salomea w aktach chrztów swoich dzieci nie dość, że co roku ma inny wiek, a mówiąc krócej - zagina czasoprzestrzeń, to non stop jej nazwisko jest inaczej zapisywane. Mianowicie w akcie chrztu z roku 1828 ma lat 20, w 1830 lat 26, w 1831 lat 25, w 1835 lat 30, w 1838 lat 26, aż w końcu w 1840 Salomea liczy sobie 30 wiosen.  Który wiek jest prawidłowy nie mam pojęcia, podobnie jest z Antonim, jednak on najprawdopodobniej przyszedł na świat w roku 1805. Niestety bez wspomnianego aktu małżeństwa nie jestem wstanie powiedzieć czy jest to 'mój' Antoni...a szkoda, bo metryki z parafii koziegłowskiej sięgają bagatela 1595 roku! Jednak bez aktu ślubu ani rusz. Szukałem w trzech parafiach - Poczesna, Koziegłowy i Koziegłówki, a aktu jak nie ma, tak nie ma. Przeszukam jeszcze ślubu parafii z pobliskich Żarek, może tam znajdę szukanych delikwentów...
Oprócz aktu ślubu, którego poszukiwania na razie zaniechałem i wrócę do nich może jutro, szukałem również metryk dotyczących moich krewnych Jakmanów vel Jachmanów - jak ksiądz wolał. Aby się nie pogubić w tym co mam szukać, a w tym co mam znalezione, wydrukowałem tablicę potomków Maksymiliana Jakman, którą przesłał mi bodaj dwa lata temu p. Andrzej Kuśnierczyk. Niestety tablica jest błędna, tzn. Franciszek, który jest na tablicy nie jest mężem Zofii Czerwik, a Marianny Skowery. Wystarczy jednak 'podmienić' Franciszka i jego potomków. Ten 'mój', który jest na tablicy jest synem Józefa i Barbary, a nie jak wskazuje tablica synem Maksymiliana i Anny. Niestety sam się na tym potknąłem, ale już wszystko jest dobrze. Po za tym błędem wszystkie daty są prawidłowe. 
Szukać zacząłem od góry, czyli od narodzin dzieci z ostatniego, trzeciego małżeństwa Maksymiliana. Niestety metryki, które poszukiwałem były w języku rosyjskim, co jest dla mnie dużym utrudnieniem, bo nijak nie mogę sobie poradzić z cyrylicą. Jednak, aż żal nie szukać jak metryki są na wyciągnięcie ręki, nawet do archiwum czy parafii nie trzeba jechać, wręcz grzech. Zawziąłem się więc i pierwszą ofiarą był chrzest Wiktorii Teresy Jakman urodzonej w roku 1864, który dość szybko odszukałem. Moje 'poszukiwania' w końcoworocznych skorowidzach wyglądały dość zabawnie - pierwsze ucieszyłem się, że literka 'Ja' Я jest ostatnią w rosyjskim alfabecie, tak więc wystarczyło, że przeleciałem na ostatnią stronę indeksu, potem wziąłem do ręki akt urodzenia pradziadka, na którym nazwisko Jakman zapisane było cyrylicą i zacząłem porównywać, które nazwisko ewentualnie przypomina poszukiwane... Kiedy imię było dość specyficzne, tzn. zaczynało się na 'ciekawą' literkę, czyli taką, którą łatwo mi znaleźć to szukałem po imieniu :) Na szczęście dość szybko udało mi się rozpoznać potrzebne literki i teraz nie potrzebuje aktu urodzenia pradziadka - jedynie czasami przyda się alfabet przy rzadszych literach. Czyli jeden malutki kroczek zrobiłem, bo umiem odczytać oraz nazwisko, i imię - a kiedy będę męczył się z tłumaczeniem całego aktu to jeszcze nie wiem. 
Sporo pomógł mi siedmiodniowy pobyt w Rosji, gdzie chcąc nie chcąc musiałem się nauczyć coś czytać. Mimo, że pisane i drukowane litery rosyjskie nieco się różnią to i tak było mi ciutkę łatwiej. 
Kolejną ofiarą moich polskich penetracji rosyjskich metryk był akt urodzenia brata mojego 2xpradziadka - Franciszka Jakman. Z tablicy wynikało, że Franciszek urodził się już w Łodzi, więc praprapradziadkowie między latem 1868 roku a rokiem 1871 rodzice musieli przenieść się do Łodzi. Wśród Kamieniczan było to wówczas dość normalne, tak jak wiele rodzin czeskich przybyło do niewielkich miejscowości pod Częstochową, tak teraz ich potomkowie - Polacy, postanowili przeprowadzić  się do Łodzi. Łódź była wówczas prężnie rozwijającym się miastem, gdzie przeprowadzali się głównie tkacze, którzy z czasem przekwalifikowywali się na bliżej nieokreślonych fabrykantów porzucając rodzinną tradycję tkacką. Wiele rodzin przeniosło się nieco bliżej - do Częstochowy, lub dalej do Żyrardowa k. Warszawy. Rodzina Jakmanów vel Jachmanów przeniosła się i do Łodzi, i do Żyrardowa, a jeden z nich[Jachmanów] nawet w obydwóch miastach pomieszkiwał.
Jedyną parafią w ówczesnej Łodzi była parafia Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i tam zacząłem poszukiwania adnotacji o urodzeniu Franciszka. Jednak życie nie jest łatwe i przyjemne, a genealogia to ciężki orzech do zgryzienia, więc do roku 1871 nie zostały sporządzone skorowidze. Są jakieś szczątkowe indeksy, które zawierają może kilkanaście urodzeń, ale nic więcej. Odłożyłem więc te poszukiwania na później i zająłem się tymi, które dają się łatwiej szukać. Póki co jestem przy akcie o numerze 534 i codziennie idę trochę do przodu, a ta parafia to 'porządna kobyła'.  W tym samym roku, ale jeszcze w Kamienicy Polskiej urodził się dalszy kuzyn Franciszka - Piotr. Niespełna rok wcześniej w Kamienicy powstała samodzielna parafia dlatego aktów było tam jak na lekarstwo, to żadne indeksy potrzebne nie były. Wszystko super, pięknie gdyby nie to, że mając na myśli poszukiwania Piotra, szukałem ... jego brata Stanisława! :) Oczywiście nic nie znalazłem i dopiero pod koniec zorientowałem się, że szukam nie tej osoby co trzeba - całe szczęście Piotr szybko się odnalazł. Na domiar tego okazało się, że w latach 1870-1873 metryki spisywane były w dwóch językach - polskim i rosyjskim! 
Dzisiaj do genbazy dodane zostały metryki z parafii Św. Krzyża z roku 1900 (teraz widzę, że 1901 też już jest). Ogromnie się ucieszyłem, bo w tym roku urodził się Feliks Jachman, który w kwietniu 1940 roku został zamordowany z rąk enkawudzistów. Byłem prawie pewny, że będzie to ta parafia, ponieważ w parafii Najświętszej Maryi Panny aktu nie było. Znałem dzienną datę narodzin Feliksa - 5 listopada, tak więc szukałem w końcowych zapiskach skorowidzu. Jako, że literka 'F' (Ф) należy do tych ulubionych to zacząłem szukać po imieniu. Akt znalazłem dość szybko i z całą pewnością wzbogaci on biografię Feliksa.

Akt urodzenia Feliksa Jachmana

Następnie odnalazłem ślub jego rodziców - Stanisława Jachmana i Marianny Reginy z Popławskich. Prawie wszystkie osoby, które wymienione są na tablicy mam już namierzone, a także wiele, wiele tych, których na tablicy nie ma. Będę również szukał innego rodzeństwa mojego pradziadka Mieczysława, na razie 'mam' tylko starszą siostrę Mariannę Weronikę. A tak w formie ciekawostki... czekają mnie nie tylko poszukiwania w Polsce - dwóch synów Piotra Jachman urodziło się ... w Rydze! Zresztą Piotr jest dość ciekawy - urodził się w Kamienicy Polskiej, ślubował w Żyrardowie, drugie dziecko urodziło się w Łodzi, następna dwójka w Rydze, cztery lata później jeden syn zmarł ... w Żyrardowie, aż w końcu Piotr umarł w Łodzi. Chyba lubił podróżować, aczkolwiek ciekaw jestem co robił w Rydze, w akcie ślubu wymieniony jest z zawodu jako tkacz,  a w akcie urodzenia jednej z córek 'nie było go w domu'. Poszukamy - zobaczymy.

 

Wiejski ciemnogród.

Króciutka przerwa w pisaniu, ale już wracam. Spowodowana była przygotowaniami do powstania pierwszego polskiego periodyku genealogicznego online More Maiorum. Sprawa stricte genealogiczna, więc mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe :)
Dzisiejszy post poświęcony będzie tym w co wierzyli, czego się bali i co zadziwiało XVIII i XIX - wieczną ludność wiejską.  Wiadomo przecież, że znaczna większość mieszkańców wsi to ludność, która nie miała dostępu do książek, do gazet, a do miasta jeździła raz na pół roku. Nawet jeśli we wsi powstała biblioteka to co najmniej połowa wsi czytać nie umiała, bo skąd miała umieć. Kto był trochę mądrzejszy, a rodziców miał niegłupich i nie ograniczali swojego dziecka, to wyjechał do miasta, czy nawet za wielką wodę, gdzie aparat informacyjny był rozleglejszy, a analfabetyzm zdecydowanie mniejszy.
Praktycznie od zawsze ludność chłopska skazana była na swojego pana, na którego musiała pracować. Dopiero u schyłku XVIII wieku zaczęto dyskutować o sprawie chłopskiej. Za sprawą Kościuszki, który 7 maja 1794 roku ogłosił tzw. Uniwersał Połaniecki znoszący przywiązanie włościan do ziemi pod warunkiem spłacenia przez nich podatków i długów, likwidujący władzę sądową panów nad chłopami, umacniający prawa włościan do uprawianej ziemi oraz zmniejszający wymiar pańszczyzny. Reformy Uniwersału Połanieckiego, w związku z rychłym upadkiem powstania i rozbiorem Polski, okazały się nietrwałe.  Kiedy przez ponad 100 lat Polska nie istniała na mapach świata i Europy, kiedy podzielona była między trzema zaborcami istota rozwiązania sprawy chłopskiej była niemalże tak ważna jak odzyskanie niepodległości. Chłopi wówczas stanowili prawie 80 % społeczeństwa rozgrabionej Polski. Na mocy pokoju zawartego w 1807 roku między Napoleonem a carem Aleksandrem I, utworzono z ziem drugiego i trzeciego zaboru pruskiego namiastkę Polski - Księstwo Warszawskie, poszerzone w 1809 roku o nabytki terytorialne Austrii. Władzę w Księstwie Warszawskim sprawował król Saksonii - Fryderyk August.Nadana przez Napoleona dnia 22 lipca 1807 roku konstytucja Księstwa Warszawskiego zniosła poddaństwo osobiste włościan, którzy mogli od tamtej pory odejść ze wsi, a nawet wystąpić do sądu przeciwko właścicielowi ziemi. Ponadto chłopi czynszownicy otrzymali nawet prawa polityczne. Jednak mimo zniesienia poddaństwa utrzymała się pańszczyzna, gdyż chłopi częściej zostawali na ziemi dziedzica (na warunkach przez niego podyktowanych) niż odchodzili ze wsi z gołymi rękami. Wprowadzony w 1808 roku Kodeks Napoleona gwarantował równość prawną wszystkich ludzi, w tym chłopów.

Spiskowcy przygotowujący powstania narodowowyzwoleńcze dążyli do rozwiązania kwestii poddaństwa chłopów w celu pozyskania ich dla sprawy narodowej. Chcieli oni poprzez nadanie ziemi chłopom, zniesienie poddaństwa oraz pańszczyzny, zachęcić do walki zbrojnej o niepodległość kraju. W odpowiedzi na władze państw zaborczych wprowadzały reformy uwłaszczeniowe na ziemiach polskich w celu zniechęcenia ludności wiejskiej od polskiej sprawy narodowej. Kwestia chłopska miała znaczny wpływ na rozwój zrywów niepodległościowych na ziemiach polskich. Konspiratorzy przed powstaniami, które odbywały się bez regularnej armii, byli zmuszeni zaciągnąć ludność chłopską do walki z zaborcami. W konsekwencji państwa zaborcze bardzo skutecznie osłabiały moc poczynań przywódców powstań. Dzięki znakomitej propagandzie Austriacy w 1846 roku rozpoczęli kłamliwą propagandę w Galicji, że to cesarz chce chłopów uwłaszczyć, a szlachta chce temu zapobiec, skierowali włościan przeciwko szlachcie, co doprowadziło do upadku Powstania Krakowskiego. Powstanie Styczniowe upadło pomimo wielkiego udziału ludności chłopskiej w walkach. Rozwiązanie kwestii chłopskiej w znacznym stopniu przyczyniło się do uświadomieniu się wśród włościan przynależności narodowej. Warstwa ta wkroczyła do życia społecznego i politycznego, czego wyrazem było powstanie chłopskich partii politycznych w Galicji u schyłku XIX wieku.
Poprzez wszelkie represje, jak i ze strony zaborców, tak i ze strony szlachty w latach przedrozbiorowych polska ludność wiejska nie miała możliwości dotarcia do szkół, które na wsi były rzadkością. Dopiero na przełomie XIX i XX wieku zaczęły pojawiać się pierwsze szkoły wiejskie, pierwsze organizowane w prywatnych domach lub kościołach.
Na pewno stwierdzenie, że ludność chłopska była 'głupia' jest pewnym stereotypem, bo nie wszyscy tacy głupi byli, a na pewno jeśli chodzi o własne bezpieczeństwo i cwaniactwo. Taka o to powiastka w Żarówce była (pisownia oryginalna): 

"Rok 1846
W czasie Rabacji Galicyjskiej chłopy podniosły rękę na panów. To było tak, że chłopy nie szły na swoich panów we wsi, tylko szły na inną wieś co by ich nikt nie poznoł. Także w okolicach grasowały bandy chłopskie, które łapały panów, grabiły ich i mordowały.
Tak zamordowały chłopy panów w Żarówce na Ługu. Zgraja chłopów zatrzymała tam powóz uciekający podobno z Tarnowa jadący pańską drogą od Janowca. Wszystkich wyrżnięto i pochowano na pańskich polach.
Najbardziej jednak zapadł w pamięci chłop w Żarówki niejaki Lis, który w pogoni za panami wjechał na koniu do kościoła parafialnego z Zdziarcu. Od tego czasu na Żarówce ciąży przekleństwo, że z tej wsi nie będzie powołania kapłańskiego. Co się przewrotnie sprawdza." 




W tej samej wsi chciano budować kościół. Niejaki Puła, który miał dużo pola postanowił przeznaczyć je pod budowę ów kościoła. Na budowę kościoła nie zgodził się jednak biskup. Puła postanowił, że wybierze się na piechotę do Rzymu, aby tam wyprosić pozwolenie na kościół. Tak też się stało. Wrócił za jakiś czas nic nie zyskawszy. Swoją ziemie sprzedał czy rozdał i mieszkał od tej pory kątem u ludzi. Za pieniądze za ziemie ufundował kapliczkę z figurą Matki Boskiej po środku wsi. Kapliczka stoi tam do dziś.

Chłopy ze wsi podnosili także rękę na samego Stwórce. Tak o to jeden z rolników, któremu niebiosa całe siano zniszczyły :

"Była słoneczna, wiosenna pogoda. Bartek wybrał ten dzień na sianokosy. Niestety następnego dnia po skoszeniu łąki zaczął padać rzęsisty deszcz. Deszcz, padał i padał - bez przerwy. Bartek przez cały ten czas modlił się o słońce, żeby mógł wreszcie wysuszyć siano, ale pogody nie było. Skoszona trawa leżąca na deszczu zaczynała powoli gnić. Po kilku dniach deszczu rozżalony na niebiosa Bartek wyniósł z domu wszystkie wizerunki świętych i ułożył na podwórzu w padającym deszczu. Na pytania żony co robi i czy w głowie mu się nie pokręciło, odpowiedział: » Skoro moje siano cały czos w dyszczu leży, to i oni tyż mogą pomoknąć !« "


Również w Żarówce chłopy, które mądrzejsze były wybrały się oglądać kolej żelazną (jednym z chłopów był Wojtek Bartek, czyli najprawdopodobniej mój prapradziadek ) :

"Co światlejsze chłopy ze Żarówki wybrały się w niedziele ą kolej żelazną i »żelaznego konia«, aż do Czarnej. Z Żarówki będzie to z kilkanaście kilometrów. Kmieci doszli do torów, ale siedzą wystraszeni w krzakach i wypatrują »żelaznego konia«. Konia nie widać, więc zaczęli jeden przez drugiego wypychać jakiegoś odważnego, żeby poszedł i się za »żelaznym koniem« rozglądnął. Prawie na stacje wjechał długi pociąg z »żelaznym koniem« - lokomotywą. Lokomotywa huku narobiła i stoi na stacji.
Chłopy nabrali śmiałości i wyzierają co by to żelastwo i
»konia« dokładnie obejrzeć. Zobaczył to maszynista. Widzi, że ludziska pierwszy raz pociąg widzą, a że dowcip u niego był, więc jak nie zacznie się wydzierać na całe gardło:
»- Chłopy uciekajta, bo bede nawrocoł !«
Chłopy tylko popatrzyły jaki pociąg długi, ile trzeba by placu do nawrócenia i w nogi. Tak, że jeszcze przed Żarówką patrzyli trzy pociągu gdzie za drzewami nie widać. "

A czy wy znacie jakieś wiejskie powiastki o tym jak to nasze "chłopskie przodki" zobaczyły cudo techniki, w co wierzyli? :)

 

Miłość nie zna ograniczeń?

Tytuł dzisiejszego posta nie brzmi może zbyt poważnie,  może nie kojarzy się z genealogią, a może komuś pachnie tanim serialem brazylijskim? Co do ostatniego, to mam wrażanie, że czasami historie naszych przodków, krewnych są niczym wyrwane z ekranu telewizorni. Dzisiejszy temat, który chcę Wam przybliżyć, jest właśnie trochę telenowelowy, jakby skopiowany ze scenariusza "Mody na sukces", czy innego polskiego romansidła. Z drugiej strony, która dotyczy młodszych wiekiem opisywanych ludzi, w dzisiejszych czasach traktowana jest w normach pewnej patologii rodzinnej. Jednak dzisiejsze czasy sporo różnią się od zamierzchłej przeszłości, w której przyszło żyć naszym przodkom. Dzisiaj wiele ludzi uważa, że świat wariuje, kobiety dziewczyny rodzą dzieci w wieku 15, czy 16 lat, a ojcem zostaje 14 - letni kolega. Jednak, czy ktoś potrafi wymienić osobę ze swojej rodziny, która nie ślubowała lubemu, czy nie urodziła dziecka w wieku nastu lat? Kiedyś 16, czy 17 - letnia matka nie robiła większego zaskoczenia wśród ludzi, dzisiaj taka osoba jest wyzywana przez innych od najgorszych, nie chcę nawet wymieniać tych słów. Tak więc, czy ludzie wariują, bo świat głupieje, czy świat głupieje, bo ludzie wariują? Jak pewnie zauważyliście dzisiaj będzie o młodych, ba! bardzo młodych małżeństwach oraz ich starszych odpowiednikach, będzie o młodych matkach i  młodych babciach, które rodzą dzieci mężczyzny w wieku ich syna.
Zacznę więc od trochę mniej kontrowersyjnych małżeństw, małżeństw seniorów, ludzi po sześćdziesiątce. W mojej rodzinie odnotowałem jeden tylko przypadek ślubowania wierności swojej kolejnej żonie przez mężczyznę po 60. Był to Jacek Cyganowski, drugi mąż, drugiej żony mojego 5x pradziadka. W 1840 roku zmarła pierwsza żona Jana Joniec - Zofia, przez 12 lat Jan żył w samotności, dzieci były już dawno odchowane; samotność ta chyba mu doskwierała, ożenił się więc z podwójną wdówką - Marianną po pierwszym mężu Cyganowska, a drugim Grzech. Marianna nie czekała długo z decyzją o ponownym zamążpójściu - już dwa lata po śmierci męża Jacka Cyganowskiego wyszła za mąż za Jana Joniec. Jan też nie był już pierwszej młodości, a raczej u schyłku swojego życia. Według moich obliczeń w momencie ślubu Jan powinien mieć 72-75 lat - nie mam jednak żadnych metryk, które potwierdzają moje przepuszczenia. Drugi mąż Jacek Cyganowski, również wdowiec zmarł bardzo szybko, zaledwie niecałe dwa lata po ślubie z Marianną. Późne śluby chyba nie służyły wszystkim dobrze - Jacek, jak mówiłem, zmarł dwa lata po ślubie, Jan Joniec - jakieś 2-4 lata po ślubie, a Marianna już 6 lat później. Jednak istnym rekordem jest zgon drugiej żony mojego 4xpradziadka - Jana Oliprach. Jego druga żona - Zofia, zmarła zaledwie 6 miesięcy po ślubie - Jan był jej trzecim mężem. Skąd jednak biorą się tak późne śluby? Małżeństwa 40 - latków można dość łatwo wytłumaczyć - osoby te głównie żeniły się po to, aby mieć pomoc przy wychowywaniu dzieci z poprzedniego małżeństwa. Nierzadko między małżonkami nie istniała iskierka miłości, a raczej ich stosunki były dość chłodne. Tak więc, czy ślubu po sześćdziesiątce, kiedy dzieci są już dawno odchowane wynikają z miłości do drugiej osoby? Czy może z obawy przed samotną śmiercią? Największa różnica wieku jaka była między małżonkami wynosiła przeszło 40 lat! W chwili zawarcia ślubu luba miała lat 19, pan 'młody' natomiast lat ...59. Jego żona była o rok młodsza od ostatniego dziecka z pierwszego małżeństwa. Żeby było mało Franciszek po dwóch latach został ... ojcem! Sporą różnicą wieku w trakcie małżeństwa mogą pochwalić się moi czescy przodkowie. Jeden z nich - Carl Scheitz, w wieku 56 lat postanowił drugi raz się ożenić z Anną, która była od niego młodsza aż o 33 lata! Carl był o trzy lata starszy od swojego teścia! Udało mu się jeszcze spłodzić dzieci, w tym moja przodkinię - Annę Katarzynę. 

Akt ślubu Carla Scheitza z Anną Marią Fritz

Jednak większym zaskoczeniem dla mnie był ślub siostry mojej 4xprababci - Magdaleny Frankowicz. W 1829 roku wzięła ślub z Wojciechem Czapigą, który był od niej młodszy o 2 lata. 18 lat po ślubie Wojciech zmarł zostawiając 44 - letnie żonie przynajmniej trójkę dzieci. Magdalena nie czekała zbyt długo z ponownym zamążpójściem i już 8 miesięcy później poślubiła Piotra Rydzy - był od niej młodszy o... 23 lata! Ślub jednak nie był z miłości, a z powodu dziecka w drodze. I to dziecko zaskoczyło mnie jeszcze bardziej, niecały rok po śmierci męża Magdalena potrafiła urodzić kolejne dziecko...

Akt ślubu Piotra Rydzy z Magdaleną Frankowicz
Sporą różnica wieku może się także pochwalić para Jana Finiora i Zofii Joniec. Dla Jana była to pierwsza żona, od razu starsza o ... 18 lat! Długo się jednak sobą nie nacieszyli, Zofia zmarła niecałe trzy lata po ślubie, a Jan znalazł już sobie młodszą partnerkę, z którą miał gromadkę dzieci. Jeden wniosek jaki mi się nasuwa - późne śluby często kończą się szybką śmiercią jednego z małżonków. Jednak są to pewnie śluby już z miłości, szczególnie jeśli dzieci są już odchowane. Nierzadko przecież nasi przodkowie już w wieku kilku lat mieli wybraną partnerkę/partnera, z którym spędzą resztę życia, często takie związki były chłodne, nie było w nich żadnego uczucia. Może dopiero w kolejnym związku, kiedy rodzice nie decydowali już o wyborze partnera, między małżonkami istniała prawdziwa, nie przymuszona miłość?

Jedno z powiedzeń mówi  :

"Porządna wdowa całe życie powinna być w żałobie"

Drugie, trochę prześmiewcze prawi :

"Matce zachciewa się odgrywać Julię na emeryturze, ojcu Romea"

Z którym z w/w powiedzeń się zgadzacie i dlaczego? Piszcie w komentarzach! 

Druga część posta poświęcona będzie bardziej kontrowersyjnym małżeństwom, małżeństwom bardzo młodych ludzi, wręcz jeszcze dzieci. Śluby te mogą być spowodowane kilkoma czynnikami : jednym z nich i chyba najczęstszym jest ciąża, dziecko w drodze, to trzeba się żenić; drugim powodem, głównie wśród szlachty lub bogatszych chłopów, jest utrzymanie rodzinnego majątku, ziemi w rodzinie, rodzice wybierali z góry małżonka, który według nich najlepiej będzie pasował na ślubnego/ślubną ich dziecka; trzecim powodem jest bieda - jedna buzia mniej do wykarmienia to duże odciążenie dla chłopskiej rodziny; ostatnim powodem, dla którego młodzi ludzie decydowali się na małżeństwa jest ślub dla dobra ... opinii sąsiadów, wiąże się to niejako z narodzinami dziecka, które nieślubne byłoby wytykane palcami. 
Najmłodszą osobą, która zdecydowała się na ślub był Wawrzyniec Finior, ożenił się z siedemnastoletnią Marianną - niby nic dziwnego, gdyby nie to, że 'pan' młody w momencie śluby miał ... 13 lat! Nie wiem czym spowodowany był tak błyskawiczny ślub - pierwsze dziecko urodziło się niecałe 4 lata po ślubie. Może Marianna poroniła pierwsze dziecko, albo też był to ślub dla rodziny, dla zatrzymania majątku? Najmłodszą żoną była zaś Maria Tabor, w wieku zaledwie 14 lat wyszła za mąż za Marcina Piątka - 18 - latka. Znane mi jest jedno tylko dziecko, które zmarło w wieku 6 lat. Maria po śmierci Marcina ożeniła się z Wawrzyńcem, który był od niej młodszy o 6 lat, mieli jednego syna, zmarł mając miesiąc... Najmłodszą parą byli jednak moi 4xpradziadkowie - Tomasz Joniec i Agnieszka z Mrozów. W wieku zaledwie 16 i 14 lat nastolatkowie postanowili się pobrać; znana mi jest tylko trójka dzieci, z czego jedno urodziło się dwa lata po ślubie. Niestety Tomasz zmarł w młodym wieku, miał 38 lat. Kiedy zmarła Agnieszka - nie wiem, jeszcze nie znalazłem jej aktu zgonu. 

Akt zgonu Tomasza Joniec

Ostatnią osobą, która zdecydowała się stanąć na ślubny kobiercu przed ukończeniem szesnastu wiosen była moja 4x prababcia - Zofia Laszczak. W wieku zaledwie 14 lat poślubiła starszego o 12 lat Jakuba Stworę! Tu jednak sprawa wygląda bajecznie prosto, młodym urodził się jednomiesięczny 'wcześniak'! Niecały miesiąc po ślubie młodzi mieli już córkę :)

Akt ślubu Jakuba Stwory z Zofią Laszczak
Jak u Was wygląda sprawa ożenków wśród juniorów i seniorów? Jak wyglądały ich związki, czy były przymuszone, czy była to miłość? Czekam na Wasze komentarze, bo jestem ciekaw jak to wyglądało u innych. Średnia wieku małżonków nie wygląda u mnie tak źle, a nawet jest normalna; mężczyzna - średnio lat 28; kobieta - lat 24. Z kolei różnica wieku małżonków wynosi średnio 6 lat.
 

Liczba wyświetleń

Obserwatorzy