Tu podaj tekst alternatywny

Ciężki los sierot.

Dzisiaj chciałbym wam przedstawić nieco bliżej temat dzieci porzuconych, dzieci niechcianych, czyli najogólniej mówiąc - sierot. Co prawda pomysł na temat trochę zapożyczony z bloga Marcina Marynicza, ale chciałbym przedstawić ten temat szerzej, nie tylko wśród swoich krewnych. Mam więc na nadzieję, że się nie obrazi za podkradzenie pomysłu :)
W dzisiejszych czasach porzucone, czy niechciane dzieci trafiają do sierocińców, rodzin zastępczych. Każde dziecko ma możliwość schronienia, pożywienia, dachu nad głową. Oczywiście dom dziecka nigdy nie zastąpi mamy i taty, ale dzieci te nie są od razu skazane na śmierć głodową, jak to bywało w nie tak zamierzchłych czasach.
Pierwsze szpitale dla podrzutków i sierot powstały już VI wieku, a prowadzone były przez kościół. We wczesnych wiekach właśnie kościół opiekował się żebrakami, sierotami i chorymi, to on był dla tych osób jedyną nadzieją. W drugiej połowie XII wieku, w roku 1175 z inicjatywy Gwidona z Montpellier, powstał zakon duchaków, który opiekował się głównie samotnymi matkami i porzuconymi dziećmi. Warto wspomnieć, że duchacy, za sprawą bpa Iwo Odrowąża, znacznie przyczynili się do rozwoju polskiego szpitalnictwa. W 1202 roku ówczesny papież Innocenty III ufundował szpital Św. Ducha, który mieścił się w Rzymie i był przeznaczony dla porzuconych dzieci. Powodem, dla którego papież zdecydował się wybudować szpital były nagminne sytuacje, kiedy matki wrzucały dzieci do Tybru. Od teraz można było położyć dziecko do bębna przy bramie kościoła, a nie zostawiać na ulicy. Podrzucane niemowlaki karmione były przez opłacane 'mamki'. Wkrótce liczba szpitali wybudowanych dzięki inicjatywie zakonu duchaków wzrosła do 1250! W Polsce najstarszy szpital Św. Ducha powstał w 1220 roku w Prądniku pod Krakowem. Został on ufundowany przez wcześniej wspomnianego bpa Iwo Odrowąża, który przeniósł go później do Krakowa. Kolejne szpitale-sierocińce powstały w XIII i XIV wieku w Biskupicach koło Wieliczki, w Kaliszu, Sławkowie i Sandomierzu.
Krakowski szpital miał oddział męski i kobiecy, na którym znajdowały się również sieroty. Dziećmi zajmowały się siostry na czele z matką przełożoną, a także pomagała im służba. Podobnie jak we Włoszech dzieci karmiły wynajęte 'mamki'. Każda karmiła co najmniej dwójkę dzieci. Zatrudniano kucharkę, gospodarza i dwie służące dla młodszych i starszych dzieci. Przy szpitalu znajdowało się specjalne miejsce do oddawania porzuconych dzieci (ruchome koło z dzwonkiem do sygnalizowania, że umieszczono dziecko w bębnie). Do sierocińca w ciągu roku oddano przeszło setkę dzieci! W całym szpitalu schronienie znajdowało wówczas około 350 osób. Raz w tygodniu, członkowie zakonu opiekującego się szpitalem, szukali po wsiach i ulicach miast, chorych, biednych, sierot i podrzutków, których umieszczano w szpitalu. Czasami wynajmowano i opłacano ludzi, którzy szukali porzuconych dzieci i odnosili je do szpitala. W jego murach mogły też rodzić kobiety, które zakon przyjmował pod swój dach.
Oczywiście w szpitalu najwięcej było podrzutków oraz dzieci z nieprawego loża. Pobyt w szpitalu niejako legalizował je i dzięki temu nie zagrażał im społeczny ostracyzm. Otrzymywały tutaj chrzest i normalne imiona, takie jak legalne dzieci. Nie nadawano wymyślnych i śmiesznych imion, aby potępić i wyróżnić Bogu winne istotki. Wszystkie dzieci w szpitalu dzielono na dwie grupy: niemowlęta oraz dzieci mniejsze i większe. Słabe i wątłe niemowlaki oddawano na wieś, gdzie były za opłatą karmione i wychowywane do 5-6 roku życia, po czym wracały do szpitala. Do 7 lat wychowywały je siostry. Potem chłopcy przechodzili pod opiekę braci. Chodzili do szkoły, a inni uczyli się zawodu. Dziewczęta pod okiem sióstr, uczyły się kobiecych zajęć, a potem wydawano je za mąż. Mimo takiej opieki, śmiertelność wśród sierot przebywających w szpitalu była wysoka. Najwięcej umierało niemowląt w pierwszym roku życia. Przyczyną były choroby zakaźne np.: ospa, brak leków, zły stan sanitarny, złe odżywianie i niedbałość opiekunów.
W XVI wieku sieroty nadal trafiały do szpitali i były utrzymywane z funduszy kościoła. Po soborze trydenckim pojawiły się nowe zgromadzenia zajmujące się pomocą dzieciom, a także liczne stowarzyszenia. Oprócz kościoła, losem sierot i podrzutków interesowały się też władze miejskie. W 1542 roku w Gdańsku na zapleczu kościoła św. Elżbiety zbudowano dom dziecka. Od 1552 roku wychowankowie domu byli 'legalizowani', czyli chrzczeni i przyjmowani do społeczności. W domu mieszkało do 40 dzieci. Przyjmowano je za drobną opłatą, w wieku niemowlęcym lub trochę starszym. Pozostawały w domu dziecka do uzyskania pełnoletniości. W Toruniu w 1605 roku powołano do życia specjalny urząd sierocy. Urząd ten wyznaczał i zatwierdzał opiekunów dla dzieci, kontrolował ich wydatki i opiekę nad dziećmi. W Warszawie władze miejskie wyszukiwały dla znalezionych podrzutków kobiety, które za opłatą, opiekowały się niemowlakami. Potem umieszczano je w przytułku. W XVII wieku w Warszawie powstały dwa sierocińce. W latach 1623-1632 powstał szpital z sierocińcem pod wezwaniem św. Benona. Do sierocińca przyjmowano głównie chłopców z rzemieślniczych rodzin. W 1735 roku powstał tu tzw. dom poprawny. Drugi sierociniec przeznaczony był dla dziewcząt i prowadzony przez szarytki. W szpitalu pod wezwaniem św. Kazimierza uczono sieroty praktycznych umiejętności przydatnych dziewczętom: koronkarstwa, tkactwa, szycia. Liczba wychowanek szpitala pod koniec. W 1732 roku w Warszawie założono szpital dla podrzutków, czyli Szpital Dzieciątka Jezus. Założył go ksiądz Gabriel Piotr Baudouin. Personel szpitala składał się z 12 księży i zakonnic, 5 służących, 15 'mamek', 1 urzędnika i 1 lekarza. W pierwszym roku przyjęto do szpitala 48 dzieci. W 1736 roku było ich już tutaj 241. Od 1746 roku wychowankowie domu mieli prawa legalnie urodzonych. Według statutu, który kazał opracować król August III, szpital zajmował się dziećmi porzuconymi i sierotami. Dzieci miały na ciele stawiany specjalny znak. Obok imienia był on zapisany w księdze sierocińca. Część dzieci, za opłatą, oddawano na wychowanie do prywatnych domów. Jedną z podrzuconych sierot była żona mojego dalszego krewnego. W akcie ślubu Marianna zapisana jest jako:

Marianna Dombrowska, robotnica. Miasto urodzenia nieznane a oddaną do szpitala Dzieciątka Jezus w mieście Warszawa [...], córką osoby nr 703 Dombrowskiej 

W kolejnych latach szpitali i sierocińców przybywało coraz więcej, bo wiele matek oddawało dzieci, które często były z nieprawego łoża. Nierzadko dzieci stawały się osierocone kiedy rodzice zmarli młodo, tuż po ich urodzeniu. Często z powodu chorób, a w burzliwiej historii Polski także podczas wojen. Na wsiach takie dzieci przeważnie oddawane były 'do kogoś z rodziny', starsze pracowały na polu u obcych ludzi, aby dostać kromkę chleba i coś do ubrania. Młodsze często skazane były na śmierć z powodu niedożywienia. W mieście takie dzieci oddawano do sierocińców, czasami okrutnie zostawiano na ulicy. Mój prapradziadek Franciszek Jakman został półsierotą w wieku 8 lat, jego brat miał wówczas 5 lat. Z kolei żona Franciszka, a moja praprababcia - Antonina, straciła ojca w wieku 11 lat. Najprawdopodobniej prapradziadkowie wychowywani byli przez swoje matki, które musiały wyżywić jeszcze inne swoje dzieci. Żadna nie wyszła ponownie za mąż, ciężko pracowały  w fabrykach. 
Czy w waszych rodzinach jest dużo sierot, półsierot, podrzutków? Czy znacie los tych dzieci? Piszcie w komentarzach - bardzo ciekawy temat.
Czy masz jakiekolwiek informacje na tematy powyższego posta?Poszukujesz przodków i krewnych w tych samych miejscowościach? A może dopiero zaczynasz przygodę z genealogią? Napisz : czarprzodkow@gmail.com
 

3 komentarze:

  1. Wiem o jednym takim przypadku. Niemowlę - dziewczynka została porzucona na cmentarzu. Znalazła ją kobieta, która wzięła ją i wychowała. Było to na początku XX wieku w małej miejscowości na Kujawach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobrze sytuację Domu ks Baudouina w Warszawie obrazuje książka z tamtego właśnie okresu pani Wandy Tarnowskiej Warszawa dziecku opuszczonemu z domu Wychowawczego im. Ks. Baudouina. Wydanej- Warszawa 1934 przez Polski Komitet Opieki nad dzieckiem. Polecam, jest w BN w Warszawie, przy Al.Niepodległości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejną pozycją, ale opisującą Dom ks.Baudouina jest książka Adama Słomczyńskiego "Dom ks.Boduena 1939-1945" PIW, Warszawa 1975

    OdpowiedzUsuń

Liczba wyświetleń

Obserwatorzy